Mimo że sezon 2009/2010 potrwa jeszcze (przynajmniej w Portugalii) blisko dwa miesiące, to na światło dzienne wyszły już informacje wypowiedziane przez Costinhe odnośnie letnich planów transferowych. Dyrektor sportowy ,,Lwów'' , były reprezentant kadry narodowej, ambicje ma duże i to nawet bardzo. To dobrze. Jest to sezon, który kibice będą chcieli jak najszybciej zapomnieć. Ich ulubieńców spotkało w nim więcej złego niż dobrego.
Kiedy jest źle ...
,,Chcę żeby Sporting wygrywał. Nasz cel to mistrzostwo i zwycięstwo w Taca de Portugal. W tym sezonie jest to już niemożliwe, ale naszą ambicją jest wygranie ligi i pucharu w następnym. Zbyt długo nasi kibice na to czekają. Jesteśmy im to winni'' - mówi na łamach dziennika Record Costinha.
No tak. To już przecież drugi sezon z rzędu bez jakiegokolwiek trofeum. Ostatnim było zdobycie pucharu Portugalii w sezonie 2007/2008. Mało tego, złoty medal za mistrzostwo piłkarze z Estadio Jose Alvalade powiesili sobie na szyi osiem lat temu (czyli z obecnej kadry żaden zawodnik tego nie pamięta). Jest to fakt oczywisty, bo pomimo tego, że liga się jeszcze nie skończyła (do finiszu zostało siedem kolejek), to pewne jest, że mistrzem będzie Benfica. Rywal zza miedzy, a to boli. Natomiast Sporting poza podium... na czwartym miejscu. Oczywiście jeśli nie roztrwoni znikomej (dwupunktowej) przewagi nad piątą w tabeli Vitorią Guimaraes. Wyżej nie ma już co mierzyć. Podopiecznych Carvalhala, od trzeciego w tabeli Porto, dzieli jedenaście punktów, od Bragi siedemnaście, w końcu od liderującej ( i zapewne w niedalekiej już przyszłości mistrzowskiej) Benfiki aż dwadzieścia. Przepaść !!!
Tak słabego sezonu jeśli chodzi o krajowe podwórko w wykonaniu ,,Lwów'' dawno już nie było. Ale to nie wszystko, Joao Moutinho i spółka na dodatek w kompromitującym stylu odpadli z rozgrywek pucharu Portugalii oraz Carlsberg Cup. Bolesne i silne ciosy zadawali odwieczni rywale. Odpowiednio FC Porto i Benfica Lizbona. Natomiast w Lidze Europejskiej nie było aż tak tragicznie, aczkolwiek jak się okazało, nawet ćwierćfinał dla lizbończyków to także za wysokie progi. Taki właśnie jest obraz dzisiejszego Sportingu. Ekipę Carlosa Carvalhala stać w tym sezonie tylko na przebłyski, a to za mało. Zdecydowanie więcej było wpadek czy nawet kompromitacji. A efekty jak widać...
I co dalej ?
Kiedy jest źle to znaczy, że trzeba coś zmienić. Zarówno Costinha jak i włodarze klubu dobrze o tym wiedzą, dlatego też są pewne plany i wizja zespołu na przyszłość.
,,Ten sezon pokazał jak bardzo Porto, a szczególnie Benfica nam odjechały. Musimy znacznie wzmocnić skład jeśli myślimy o nawiązaniu równorzędnej walki o prymat w Portugalii. Chcemy po sezonie sprowadzić do klubu kilku bardzo dobrych zawodników. Jestem pewien, że jeśli optymalnie wykorzystamy letnie okno transferowe, to jesteśmy w stanie wygrać ligę za rok" - twierdzi z przekonaniem Costinha.
Bardzo możliwe, że drużynę po sezonie opuszczą liderzy drużyny. O wychowanków lizbońskich Lwów, kapitana Joao Moutinho i Miguela Veloso zabiegają największe kluby Europy. W ich miejsce mieliby jednak przyjść piłkarze wcale nie gorsi. W pierwszej kolejności jeśli idzie o wzmocnienia jest wymieniany Ricardo Quaresma z Interu Mediolan oraz Manuel Fernandes z Valenci CF. Następni w kolejce życzeń to Danny z Zenitu, Hugo Viana z SC Bragi oraz Duda z Malagi CF.
Hmm.... towarzystwo niczego sobie. Same gwiazdy. A gdzie się podziała idea promowania młodzieży?!
Cóż, być może działacze ze stadionu Jose Alvalade uznali i zrozumieli, że walczyć o najwyższe laury można tylko wtedy, gdy się ma w swoich szeregach graczy o uznanej już klasie.
,,Spójrzmy na Benficę, przez wiele sezonów była w cieniu Porto. Dokonała jednak trafnych transferów i sprowadziła świetnych graczy. W efekcie rządzi niepodzielnie w lidze, a kto wie czy nie zdobędzie jeszcze Ligi Europejskiej'' - pyta retorycznie Costinha ?
Niemożliwe! Czyżby więc Costinha chciał, żeby Sporting brał przykład ze swojego największego rywala? Na to wygląda. Zresztą wychowankowie tacy jak Moutinho czy Veloso nie rodzą się co roku, a jeśli nawet, to nie w liczbie jedenastu. Pomijając już fakt, że największe talenty opuszczały zazwyczaj Sporting po średnio jednym udanym sezonie (Ronaldo, Nani). Z drugiej jednak strony, aż trzech piłkarzy z listy życzeń Costinhy to przecież ... wychowankowie klubu.
Costinha zna się na transferach
Skąd pewność, że lista życzeń Sportingu to nazwiska, które byłyby trafnymi zakupami? To proste. Już tej zimy Costinha pokazał, że ma nosa. Sprowadzenie do klubu Joao Pereiry, a zwłaszcza Pedro Mendesa okazało się świetnym posunięciem. Ci zawodnicy w znaczący sposób przyczynili się do poprawy gry w środku pola oraz na prawej stronie defensywy. No dobrze, brzmi to pięknie, ale skąd wiadomo, że piłkarze, których zapragnął mieć w Sportingu wicemistrz Europy z 2004 roku, będą chcieli grać z lwem na piersi.
Przecież taki Quaresma, Danny czy Fernandes nigdy na Alvalade nie zarobią tyle co w swoich obecnych klubach. Grając dla Sportingu musieliby zatem zgodzić się na obniżkę swoich poborów. Kwestie czysto finansowe z pewnością nie są tutaj atutem Costinhi, tak samo jak liga portugalska nigdy nie będzie się cieszyć takim prestiżem jak hiszpańska czy włoska.
Z drugiej jednak strony, tej czysto sportowej, wygląda to trochę inaczej. Na korzyść Sportingu. Na przykład Ricardo Quaresma mógłby w końcu zacząć po prostu regularnie grać w piłkę. Popularny RQ7 jest w takim wieku, że przesiadywanie na ławce rezerwowych jest wręcz niezdrowe. A w Interze zdarza się to bardzo często, by nie powiedzieć, bez przerwy.
Kariera Quaresmy po opuszczeniu Portugalii przypomina tułaczkę zbłąkanego psa, którego nikt nie chce wyprowadzić na spacer. Nawet jego rodak Jose Mourinho. Kilka lat temu kiedy przechodził ze Sportingu do Barcelony z etykietką ,,Małego Figo" , cały piłkarski świat wiązał z nim wielkie nadzieje. Nie wyszło. Choć roczny epizod w stolicy dumy Katalonii można było poniekąd wytłumaczyć. Bo młody, niespełna 20 - letni, bo w klubie panował chaos i bałagan. Rijkard jednak nie był przekonany do młodego Portugalczyka i oddał go bez żalu, w zamian za Deco, do FC Porto. Tutaj wychowanek szkółki Alconchette udowodnił swój wielki talent. Kilka świetnych sezonów w Porto i znów wyjazd, tym razem jednak piłkarza dojrzalszego i bardziej doświadczonego, z nadzieją podbicia Europy, do włoskiego Interu. I co? znów klapa...!
W reprezentacji Portugalii ostatni raz ,,Ricky" wystąpił jeszcze na Euro 2008, w meczu grupowym ze Szwajcarią. Od tamtego czasu nawet nie dostał powołania od Queiroza. Jeśli więc Ricardo chce grać, odbudować formę i znów się pokazać światu, musi wrócić. No bo gdzie jest najlepiej? Oczywiście w domu. A właśnie w Sportingu Quaresma stawiał pierwsze piłkarskie kroki. Skoro nie jemu pisany jest wielki piłkarski świat, bo skoro nie teraz to już nigdy, to trzeba wrócić na własne podwórko i tutaj się bawić.
Manuelele i przyjaciele
Kariera Manuela Fernandesa, a właściwie próba kariery poza granicami Portugalii wygląda podobnie. Z tą różnicą, że wychowanek Benfiki swoją piłkarską biografię ma jeszcze bardziej zagmatwaną. Gdyby tak wymienić kluby, w których grał po kolei, wygląda to następująco - Benfica, Portsmouth, Everton, Benfica, Valencia, Everton, Valencia. Może się zakręcić w głowie. Chodzi o to, że swego czasu o jego kartę zawodniczą biły się Valencia z Evertonem. Gdyż oba te kluby rościły sobie doń prawo... Jak było naprawdę to tylko jeden Bóg wie. W każdym bądź razie ta portugalska telenowela dobiegła już końca, a Fernandes od dwóch sezonów jest w Valencii, która ostatecznie podobno ,,ten spór'' wygrała.
No właśnie, Fernandes jest w Valencii, no bo to, że gra to za duże słowo. Młody, 24 - letni zawodnik zdecydowanie częściej niż na boisku, spędza czas w gabinetach lekarskich. Ewentualnie, jak jest zdrowy, na ławce rezerwowych. Kiedy gra (a gra rzadko), niczym specjalnym się nie wyróżnia. A przecież to miał być drugi Claude Makelele. Tak bynajmniej niegdyś twierdziło jednogłośnie wielu fachowców, kiedy oglądali go jeszcze w barwach Benfiki. Wtedy jeszcze niespełna 19 - letniego...
Na Mestalla wyżej od umiejętności Manuela cenią sobie jednak weterana Rubena Baraje, który ponoć już chyba ze dwa razy ... kończył karierę. Natomiast słynny Manuelele wchodzi na boisko wtedy, gdy tamten nie ma już sił biegać. Nienaganny technicznie defensywny pomocnik prawie w ogóle nie gra, więc zatrzymał się w rozwoju. Inną rzeczą jest to, że Fernandes to piłkarz bardzo podatny na kontuzję. I jest to problem, który włodarze Sportingu powinni wziąć pod uwagę.
Kolejni na liście życzeń Costinhy Danny i Hugo Viana to, podobnie jak Quaresma, wychowankowie Sportingu. Danny po wyleczeniu ciężkiej, kilkumiesięcznej kontuzji znów bryluje w barwach Zenitu i na pewno ma spore szanse na wyjazd z kadrą Queiroza do RPA. Tylko czy pięć lat gry i życia w mroźnej Rosji to nie jest wystarczający okres?
Natomiast Viana rozgrywa chyba swój sezon życia. Nieoczekiwanie, wraz z Bragą jest wiceliderem Ligi Sagres. No i wreszcie nie dokuczają już kontuzję, które w znaczący sposób hamowały mu wcześniej karierę. Viana obecnie jest zdrowy i jest w formie. Ale na pewno stać go na lepszy klub niż zespół ze stadionu Axa. A skoro mu za granicą również nie wyszło, to najlepiej wrócić w domowe pielesze Alvalade.
Z kolei Duda nie zrobił jakiejś oszałamiającej kariery w Sewilli, więc odszedł do Malagi. Co prawda jest tutaj podstawowym i czołowym graczem, ale jak wiadomo, ekipę z la Rosaleda nie stać na walkę w Hiszpanii, a już tym bardziej w Europie, o zaszczyty. Więc gra tego lewego defensora bądź skrzydłowego, który przekroczy już niebawem piłkarską smugę cienia, dla Sportingu, byłaby atrakcyjniejsza sportowo. Tym bardziej, że Dude na grę w bardziej renomowanych klubach Europy niż Malaga, zwyczajnie już nie stać.
Odzyskać chwałę na Alvalade
Lista życzeń Sportingu to zawodnicy doświadczeni, wciąż jeszcze młodzi ale również ?po przejściach''. Każdy z nich ma ogromny talent i możliwości z tym, że żaden nie potwierdził jeszcze tak naprawdę pełni swoich umiejętności. Może więc już czas najwyższy się ustabilizować i udowodnić coś tym wszystkim niedowiarkom, którzy ich przekreślili?
Oczywiście transfery, których chce dokonać w lecie Costinha są uzależnione przede wszystkim od tego czy drużynę opuszczą Moutinho i Veloso. Jest to o tyle istotne, gdyż tylko wtedy klub dysponowałby niezbędnym kapitałem. Nie przez przypadek Costinha chce sprowadzić do klubu piłkarzy znanych, klasowych, którym nie zawsze kariera układała się pomyślnie. Były portugalski internacjonał uważa za naturalne to, iż w miejsce tych, którzy w klubie już swoje zrobili i są gotowi na większe wyzwania (Moutinho i Veloso) przyjdą Ci, którzy czują głód piłki i mają coś do udowodnienia. Dla Quaresmy, Viany czy Danny'ego Sporting kiedyś był jedynie szkołą i odskocznią do ?większej piłki" , teraz jest wyzwaniem. Oni mogą dzięki Sportingowi pokazać się jeszcze raz światu. Zaś klub dzięki nim, swoim wychowankom mógłby myśleć o sukcesach. Gdyby więc ten zabieg wypalił, wówczas wszyscy by na tym skorzystali. Nawet klubowe .... finanse. Z pewnością sprzedaż biletów, klubowych koszulek czy innych gadżetów byłaby większa niż dotychczas, ponieważ nazwiska takie jak Quaremsa, Fernandes, Danny czy Viana mają bardzo dużą siłę marketingową jak na portugalskie realia. Te nazwiska działałyby na wyobraźnie kibiców, to również dla nich trybuny Alvalade nie miałyby prawa świecić pustkami. A przede wszystkim mimo wszystko Ricardo Quaresma byłby dla klubu ?kurą znoszącą złote jaja". Wiadomo, nie od dziś słynny RQ7 jest wziętym towarem dla agencji reklamowych. Spośród wszystkich portugalskich piłkarzy, Quaresma nadal utrzymuje się w ścisłej czołówce jeśli chodzi o tą kwestię, mimo sportowych niepowodzeń w Interze.
Wracając jednak do Sportingu, klub po sezonie najprawdopodobniej opuści Marat Izmaiłow, a wszystko wskazuje na to, że również Ricardo Batista,Simon Vukcević, Tiago, Pedro Silva i Helder Postiga (kibice Lwów mogą czuć się naprawdę zawiedzeni i zażenowani jego postawą na Alvalade).
Kibice Sportingu mają z pewnością już dość tego, że ich pupile są wiecznie w cieniu. ?Sporting kojarzony jest tylko jako klub, który świetnie wychowuje i promuje swój narybek. Nikt natomiast nie pamięta Sportingu jako zwycięzców. Musimy w końcu dobić do Porto i Benfiki, a nawet przewyższyć ich. Chcemy wreszcie wygrywać i zdobywać trofea" - kończy swoją wypowiedź ze sportową złością Costinha.
Gdyby więc, byłemu kadrowiczowi udało się dopiąć swego, to skład Sportingu w sezonie 2010/2011 powinien wyglądać następująco :
Rui Patricio - Joao Pereira, Tonel, Daniel Carrico, Duda - Pedro Mendes - Manuel Fernandes (Adrien Silva), Hugo Viana - Ricardo Quaresma, Liedson (Saleiro), Danny (Pereirinha).
Taka jedenastka przy odrobinie szczęścia i sprzyjających okolicznościach, mogłaby reprezentować Portugalię w meczu międzynarodowym. A kto wie czy wszyscy Ci zawodnicy nie pojadą na Mundial do Afryki, a ten już za trzy miesiące...
| Klub | M. | P. | |
| 1. | FC Porto | 12 | 30 |
| 2. | Benfica Lizbona | 12 | 30 |
| 3. | Sporting Lizbona | 12 | 26 |
| 4. | Sporting Braga | 12 | 22 |
| 5. | Marítimo | 12 | 22 |
| 6. | Académica Coimbra | 12 | 16 |
Reklama
Redakcja