Jest milion innych klubów. Dlaczego akurat ten Sporting? - To pytanie ostatnio zadał mi znajomy ze szkoły. Kiedy ludzie zadają mi to pytanie odpowiadam różnie - niekiedy nie mam ochoty podejmować dyskusji i mówię, że nie wiem. A niekiedy opowiadam o mojej przygodzie ze Sportingiem. A wszystko zaczęło się od Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej w 2004 roku, kiedy to znakomite mecze pod wodzą Luiza Felipe Scolarego rozgrywała drużyna Portugalii. Od razu zakochałem się w bramkarzu Ricardo. Jego znakomita postawa podczas tej imprezy, zwłaszcza podczas meczu z reprezentacją Anglii - obroniony rzut karny Vassela (gołymi rękoma), a następnie okrutna egzekucja na bramkarzu gości i awans do finału. Ricardo bohaterem! Portugalia w finale! Niestety mecz o wszystko zakończył się porażką z Grecją. Ricardo był wówczas ikoną Sportingu Lizbona, tak więc wszystko jest jasne. Historia bardzo prosta i banalna. Minęło już sporo czasu od tamtych wydarzeń. Dzisiaj Sporting jest całym moim życiem. Nie ma dnia, bez którego nie towarzyszyłby mi mój ukochany zespół. Każdy poranek jest bardzo przyjemny. Kiedy rano otwieram oczy, budzi mnie moja ogromna flaga Portugalii na ścianie z mnóstwem szali Verde-e-Brancos. Kiedy myję zęby zawsze podśpiewuję Uma Curva Belissima. Kiedy jadę autokarem do szkoły z moich ust, samo z siebie nuci się Pelo Meu Spooooorting. Sporting Clube de Portugal towarzyszy mi na każdym kroku. Kiedy jest trochę wolnej chwili na lekcji, analizuję ostatni mecz ligowy na końcu zeszytu. Ostatnio mało nie dostałem uwagi przez to, że na sprawdzianie z matematyki napisałem obok nazwiska adres naszej strony :) Kiedy znajomi wchodzą do mojego pokoju stają dęba. Mnóstwo flag, szalików, malowideł, masa zegarków czy nawet rolety Sportingu. Niektórzy mówią, że jestem zakręcony, niektórzy to respektują. Bycie kibicem Sportingu Lizbona ma swoje cienie i blaski. Zespół Os Leoes nie jest zbytnio popularny wśród polskich znawców futbolu, czy ludzi jeszcze mocniej zgłębionych w tej tematyce. Często jest od razu skreślany czy nawet wyśmiewany! Czasem ludzie pytają mnie o scenę kibicowską Sportingu. Większość od razu mi mówi: ''Ehh ten Sporting to pewnie nawet nie ma kibiców, co?''. A doskonale wiemy, jak godnie kibice Sportingu prezentują się na arenie europejskiej. Juve Leo jest jedną z najbardziej uznanych marek na Starym Kontynencie. Są jeszcze trzy: Directivo Ultras - wspaniali claques, Torcida Verde - super choreografia oraz bardzo młoda grupa Brigada Ultras. Jeśli chodzi o ekipię chuliganów Sportingu to dobrze wiemy, że są dobrzy. Aż za dobrzy... Gadżety. Zdobyć gadżety wymaga ogromnego sprytu, a sprowadzenie ich z Portugalii jest nie na naszą, polską kieszeń. Sam mam sporo pamiątek i wiem, że zdobycie ich jest nie lada wyczynem. Ale najważniejszą zaletą bycia fanem Sportingu Lizbona jest to, że poznałem wielu wspaniałych Sportinguistas. Polskich oczywiście. Tworzymy zwartą i elitarną grupę. Co tydzień przeżywamy razem na konferencjach zmagania ligowe naszych Lwów. Razem się cieszymy, płaczemy, razem dyskutujemy. Nie jest nas zbyt wielu. Ale nasza silna wiara jest mocniejsza niż tysiąc zwykłych kibiców Realu Madryt czy Manchesteru United. To wspaniałe i przyjemne, że nawet będąc za granicą dostawałem smsy z nowinkami i wynikami meczów Sportingu. Moja rodzina oraz przyjaciele bez wahania wiedzą jaki prezent zakupić mi na urodziny czy imieniny. Moja mama zaraziła się ode mnie futbolem. Razem ze mną podziela tą pasję od dawna. Jest wielkim kibicem reprezentacji Polski - tak na marginesie, nie przegapiła żadnego meczu reprezentacji od mundialu w Niemczech w 2006 roku. Swego czasu moja mama była w delegacji. Ze łzami w oczach odkryła, że w pokoju hotelowym nie ma telewizora, a Polska rozgrywała mecz przeciwko Irlandii Północnej. Panowie z obsługi byli zmuszeni wnosić własny telewizor z portierni na drugie piętro, a po meczu musieli go z powrotem znieść na dół. Była zachwycona, kiedy oglądała razem ze mną derby Sportingu z Benficą. Pokonaliśmy wtedy ekipę z Estadio da Luz 3:2. Ale była także świadkiem mizernych spotkań w wykonaniu Lwów. Mecz Sporting - Porto. Przegrana 0:1 na Estadio do Dragao. Nie możemy się doczekać i jesteśmy podekscytowani faktem, że niedługo spełnią się nasze marzenia i będziemy świętować awans z grupy Ligi Europejskiej podczas meczu z Herthą Berlin na Stadionie Olimpijskim. Pierwszy raz zobaczymy naszych ulubieńców na żywo. Myślę o tym codziennie i naprawdę nie mogę się doczekać wyjazdu do stolicy Niemiec.
Zwiedziłem już sporą część Europy. W ostatniej podróży byłem w słonecznej i piekielnie gorącej Italii. Włochy to bardzo specyficzny kraj dla Sportinguistas. Dla tych, którzy nie wiedzą, mamy tam bardzo dobre stosunki z Fiorentiną oraz ekipą Lazio. Nie zgadniecie w jakim mieście byłem podczas rozgrywanych przez Sporting meczów eliminacyjnych do Ligi Mistrzów z Fiorentiną. Tak! We Florencji! Specjalnie założyłem koszulkę Sportingu oraz nałożyłem moją torbę z logiem Os Leoes, małą naszywką w kształcie flagi Portugalii oraz taką malutką przypinką w kształcie herbu Sportingu. Tak na marginesie to z tą torbą prawie w ogóle się nie rozstaję :) Dumnie przechadzałem się przez kolejne dzielnice stolicy Toskanii. Nie minęło zbyt wiele czasu i efekt był taki jaki się spodziewałem na początku - zostałem zaczepiony przez kibiców Fiorentiny. Można powiedzieć, że zostałem przez nich rozpieszczony. Mały dialog, trochę zdjęć i trzeba było niestety już wracać do przewodnika wycieczki. Szkoda, że jedzenie włoskie nie jest tak magiczne jak tutejsi ludzie. W końcowych dniach zwiedzania Włoch był zaplanowany Rzym. Forum Romanum, Koloseum, Panteon, Łuk Triumfalny Konstantyna Wielkiego, ale także... Stadio Olimpico, Lazio oraz AS Roma. Podczas jazdy spałem. Obudziłem się i po chwili zorientowałem się, że wjeżdżamy na przedmieścia jakiejś mieściny. Spojrzałem przez okno, a tutaj na murach, ogromnym, przepięknym graffiti namalowane: SOLO LAZIO, ROMA MERDA, co dosłownie znaczy: Tylko Lazio, Roma to gówno. Już nie musiałem nikogo pytać o miejsce naszego położenia - po fanowskiej odzieży tutejszej ludności i niezliczonej ilości malowideł szybko zorientowałem się, że wkraczamy do Rzymu!
Podsumowując ludzie na zachodzie po prostu żyją piłką nożną. Kiedy jest się tam to czuć tę atmosferę w powietrzu. Są od tego radośniejsi, życzliwsi i serdeczni dla kibiców z innych drużyn niż swoje własne. Oczywiście nie jest to spotykane wszędzie, ale w większości. Szkoda, że w Polsce nie mamy takich dobrych wzorców do naśladowania. Niektórzy z nas są tego ofiarami. Tu zamiast z życzliwością spotykamy się z atmosferą beznadziejności. O wybrykach rasistowskich na stadionach nie wspominając, czego byłem osobiście świadkiem na lokalnym stadionie w moim mieście i nie były to zwykłe wybryki małolatów. Okrzyki rasistowskie były udziałem czterdziestolatków. Bardzo smutno było tego słuchać i na to patrzeć. Jestem dumny, szczęśliwy, że należę do pewnej hierarchii społeczeństwa zakochanego w najlepszym klubie pod słońcem.
Sporting Ate Morrer.
| Klub | M. | P. | |
| 1. | FC Porto | 12 | 30 |
| 2. | Benfica Lizbona | 12 | 30 |
| 3. | Sporting Lizbona | 12 | 26 |
| 4. | Sporting Braga | 12 | 22 |
| 5. | Marítimo | 12 | 22 |
| 6. | Académica Coimbra | 12 | 16 |
Reklama
Redakcja