Sporting przerwał wyjazdową passę bezbramkowych remisów w lidze i tym razem pewnie pokonał w małych derbach Lizbony na Estadio Rostelo, Belenenses 4:0. Wszystkie bramki zdobył niezawodny Liedson, który przerwał swoją strzelecką niemoc w lidze, która trwała od kilku spotkań. Dzięki temu zwycięstwu Lwy umocniły się na 4 miejscu w tabeli. Łącznie jest to 3 zwycięstwo z rzędu podopiecznych Carlosa Carvalhala (bramki 10-0) co z optymizmem pozwala czekać na czwartkowy pojedynek z Atletico Madryt w ramach 1/8 rozgrywek Ligi Europejskiej. Wróćmy jednak do wczorajszego meczu. Carlso Carvalhal wyszedł z założenia, że zwycięskiego składu się nie zmienia i podobnie jak z Evertonem i Porto postawił na taktykę 4-2-3-1. Jedyną zmianą w porównaniu z poprzednimi dwoma spotkaniami była obecność na placu gry Andersona Polgi, który zajął miejsce kontuzjowanego Daniela Carrico. Początek spotkania należał do Sportingu, który już w 3 minucie mógł wyjść na prowadzenie po składnej akcji Abela i Izmailova po, której ten pierwsze dośrodkował w pole karne, gdzie przytomnie odnalazł się Liedson, jednak jego strzał nie sprawił większych problemów Bruno Vale'mu. Niestety następne minuty nie przyniosły już tak składnych akcji mimo obiecującego początku, BA to gospodarze w 30 minucie bliscy byli strzelenia gola. Celestino
wykonywał rzut wolny a bliski pokonania Patricio po dość przypadkowym strzale głową był Lima, jednak na szczęście piłka o centymetry minęła spojenie. I na dobrą sprawę to były jedyne pozytywne akcenty pierwszej połowy. Mimo zdecydowanej przewagi Lwów, ich ataki były skutecznie przerywane przez defensorów Belem. Aktywny ale bardzo bezproduktywny był zwłaszcza Yannick Djalo, który gubił się w dryblingach co starzało gospodarzą okazję do kontr. W przerwie spotkania Carvalhal postanowił zmienić ustawienie. Ściągnął z placu gry bezproduktywnego Yannicka, za którego wszedł do ataku Carlos Saleiro. Miejsce Djalo na skrzydle zajął Miguel Valoso co spowodowało, iż na drugą połwę Lwy wyszły w ustawieniu 4-1-3-2. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Ładną akcję zainicjował Abel, który podał do Moutinho, ten przyrzucił piłkę na lewą stronę do Marata Izmailova, który zupełnie nie pilnowany celonie dośrodkował na nogę Liedsona a ten bez większych problemów umieścił piłkę w siatce! 6 minut później ponowienie w roli głównej był Levezinho, który ładnym podaniem wypuścił na wolne pole Carlosa Saleira, ten jednak w dogodnej sytuacji uderzył tylko w słupek. Co się odwlecze to nie uciecze. Po godzinie gry było już 2:0 ponownie za sprawą Liedsona. Rzut rożny wykonywał Moutinha, piłka trafiła na głowę Saleiro, jednak ten tylko zdołał ją musnąć i ta spadła pod nogi Tonela, który dość przypadkowo odegrał do Liedsona, który instynktownie uderzył na bramkę, futbolówka jeszcze odbiła się od słupka i wtoczyła do bramki, 2:0!! Sporting grał jak natchniony! W 64 minucie mogła paść najpiękniejsza bramka tego meczu. Mogła ale nie padła ponieważ sędzia dopatrzył się pozycji spalonej. Carlos Saleiro ładnie
minął obrońce Belem po prawej stronie boiska i posłał prostopadłe podanie do Joao Moutinho, który w finezyjny sposób, tak zwaną piętką skierował piłkę do bramki, ale gol nie został uznany, ponieważ sędzie NIESŁUSZNIE dopatrzył się pozycji spalonej naszego kapitana. W 76 minucie kolejna piękna akcja Lwów. Ładne rozegranie piłki pomiędzy Matiasem, który pojawił się na placu gry chwile wcześniej z Carlosem Saleiro zupełnie zmyliło defensywę gospodarzy i podanie Matiego do Liedosna było tego uwieńczeniem, Levezinho minął bramkarza, jednak nie potrafił z ostrego konta umieścić piłki w pustej bramce. W 78 minucie Belenenses po raz pierwszy w drugiej połowie stworzyło sobie groźną sytuację a konkretnie Lima, który strzałem z narożnika pola karnego próbował zaskoczyć Patricio, jednak piłka o dobry metr minęła słupek po jego strzale. Odpowiedź Lwów na tą akcję była natychmiastowa. Minutę później Liedosn pokazał wszystkie walory jakie musi posiadać dobry napastnik. Otrzymał piłkę na 16 metrze stojąc tyłem do bramki, przytomnie się zastawił i zdołał z nią odwrócić i uderzyć na bramkę. Piłka wpadła w samo okienko bramki Bruno Valego, który przy tym strzale nawet nie zdążył zareagować. W końcówce podopieczni Carlosa Carvalhala przeprowadzili kolejny skuteczny atak. Akcję zainicjował Matias, który podał do ustawionego na prawej stronie Carlosa Saleiro, ten popędził do przodu i zacentrował w pole karne wprost na nogę Liedsona który zdobył swoja 4 bramkę w meczu! Podsumowując Lwy dzięki fantastycznej drugiej połowie zdeklasowały w małych derbach Lizbony Belenenses aż 4:0. Teraz czas na Atletico!

BELENENSES : Bruno Vale, Mano, Marcos António, Beto, Miguelito, Pelé (Cândido Costa, 70 m), Celestino, Zé Pedro (André Almeida, 57 m), Fajardo (Fredy, 57 m), Yontcha e Lima.
SPORTING: Rui Patrício, Abel, Tonel, Polga, Grimi, Pedro Mendes, João Moutinho, Miguel Veloso (Adrien 81 m), Yannick Djaló (Saleiro, 46 m), Liedson e Izmailov (Matías Fernandez, 71 m)
GOLE : Liedson (50, 60, 80 e 88 m)
| Klub | M. | P. | |
| 1. | Benfica Lizbona | 30 | 76 |
| 2. | Sporting Braga | 30 | 71 |
| 3. | FC Porto | 30 | 68 |
| 4. | Sporting Lizbona | 30 | 48 |
| 5. | Marítimo Madeira | 30 | 41 |
| 6. | Vitória Guimarães | 30 | 41 |
Reklama
Redakcja