
Obecny stadion Sportingu, czyli Estadio Jose Alvalade został uroczyście otwarty 6 sierpnia 2003 roku. O tym obiekcie można powiedzieć, że spełnia wszystkie pragnienia i założenia fundatora klubu - Jose Alvalade, który zawsze chciał, aby klub posiadał doskonałe zaplecze sportowe. Teraz można powiedzieć, że jego pragnienia zostały zrealizowane. Obiekt jest jednym z najnowocześniejszych w Europie.
Stadion powstał z myślą o EURO 2004, które odbyło się w Portugalii, ale nie tylko. Nowa świątynia futbolu była po prostu potrzebna Lwom, gdyż mijający nieubłaganie czas robił swoje, w negatywnym znaczeniu tego słowa, z poprzednim stadionem Sportingu, który również nosił imię wielkiego Jose Alvalade. Obecnie można obiektywnie stwierdzić, że zielono-biali posiadają jeden z najlepszych i najpiękniejszych stadionów w Europie.
Nowoczesna technika i wspaniała architektura obiektu zrobiły zwyczajnie swoje. Stadion wręcz mieni się w barwach Sportingu, czyli zielonym, białym i żółtym, które świetnie komponują się z resztą obiektu. Estadio Jose Alvalade jest również wyposażone w wiele ciekawych miejsc, które każdy kibic Lwów, będąc w Lizbonie, powinien odwiedzić. Znajduje się tam między innymi klubowe muzeum i pawilon sportowy. Cały obiekt został zaprojektowany przez portugalskiego architekta - Tomása Taveirę. Stadion otrzymał od UEFA 5 gwiazdek, czyli obiekt ten należy do elity stadionów w Europie.
Dzięki temu na Estadio Jose Alvalade mogą się odbywać finały rozgrywek europejskich. Jeden z nich miał miejsce w 2005 roku. Był to finał Pucharu UEFA, w którym - jak pamiętamy - grał Sporting Lizbona. W tym momencie trzeba powiedzieć, że słowa o najlepszym stadionie wcale nie są powiedziane na wyrost. Do miana 5-gwiazdkowego obiektu mogą aspirować tylko elitarne stadiony, którym właśnie jest Estadio Jose Alvalade. Być może kiedyś w świątyni futbolu Sportingu odbędzie się finał Ligi Mistrzów. Z pewnością jest to doskonałe miejsce na takie widowiska.
Należy zaznaczyć, że stadion początkowo miał liczyć jedynie 40 tysięcy miejsc, jednak ostatecznie zdecydowano się na zwiększenie tej ilości. Pojemność stadionu wynosi dokładnie 50,049 miejsc, czyli została zwiększona o ponad 10 tysięcy miejsc niż początkowo przewidywano. Na obiekcie Sportingu mogą się również odbywać różne koncerty, gdyż stadion spełnia wszelkie wymagania w tym zakresie. Stadion posiada także 1,315 podziemnych miejsc parkingowych, w tym 30 dla osób niepełnosprawnych.
Prace budowlane rozpoczęły się 15 stycznia 2001 roku. Stadion natomiast oficjalnie otwarto 6 sierpnia 2003 roku. Z tej okazji odbył się towarzyski mecz pomiędzy Sportingiem Lizbona a Manchesterem United. Lwy wygrały 3:1, a jedną z bramek strzelił Cristiano Ronaldo, który nieco później przeniósł się właśnie do ekipy Czerwonych Diabłów. Cały stadion został oczywiście wykonany w tradycyjnych barwach Sportingu, o których jest mowa powyżej. Każdy kibic Lwów może się czuć w tym momencie dumny z tego, iż jego klub posiada tak wspaniały stadion, gdyż jest to prawdziwa wizytówka zespołu z Lizbony.
Estadio Jose Alvalade było także gospodarzem pięciu meczów na EURO 2004. Jednym z nich był półfinał pomiędzy Portugalią a Holandią. Portugalczycy wygrali 2:1. Całkowity koszt budowy kompleksu Jose Alvalade XXI, czyli stadionu i pozostałych pomieszczeń, w tym muzeum i pawilonu sportowego wyniósł 154 miliony euro. Sam stadion natomiast kosztował 105 milionów euro.
Informacje o stadionie:
Nazwa: Estádio José Alvalade
Lokalizacja: Lizbona, Portugalia
Architekt: Tomás Taveira
Firmy budowlane: Alves Ribeiro, Novopca, Martifer, Tecnovia, Efacec, IBM i Siemens
Data rozpoczęcia budowy: 15 stycznia 2001 roku
Data otwarcia stadionu: 6 sierpnia 2003 roku
Inauguracyjny mecz: Sporting Lizbona - Manchester United 3:1
Nawierzchnia: Trawa
Wymiary boiska: 105 x 68 metrów
Pojemność: 50,049 miejsc
Właściciel: Sporting Clube de Portugal
Ocena: 5 gwiazdek w skali UEFA
Estadio Jose Alvalade jest położone dziesięć minut drogi samochodem oraz komunikacją publiczną z centrum Lizbony. Dostęp oboma środkami transportu jest bardzo łatwy:
Samochód:
Z ulicy "Segunda Circular road":
Z ulicy "Calçada de Carriche":
Autobusy:
Linia 1, 3, 46, 47, 77, 101, 106 i 108
Metro:
Żółta i zielona linia zatrzymują się na przystanku Campo Grande, który graniczy naprzeciwko kompleksów Alvalade XXI
Najbliższe Lotnisko:
Międzynarodowe Lotnisko w Lizbonie (4 kilometry)
Wszystkie drogi prowadzą na...
Kiedy wyszedłem z samolotu - dzień był upalny, zresztą jak zawsze w tej części kontynentu. Lot może i nie należał do najprzyjemniejszych, ale jak za niewielką cenę dużo wcześniej zarezerwowanego biletu nie można było narzekać. Mniej znaczącą przyczyną słabego lotu był niski standard wyposażenia, natomiast tą większą była stewardessa. Była troszkę pulchniejsza, nie przypominającą nic a nic tych blond piękności z filmów, tylko wyżej wymieniona miała dziwnie uśmiechnięty wyraz twarzy, który niekiedy przypominał wyraz szaleńczej miny Jacka Nicholsona z filmu "Lśnienie". Zaczepiany i pytany, czy wszystko jest w porządku byłem co 10 minut. Wchodząc do głównego holu na lotnisku, spojrzałem na wielki zegar wiszący nad małą fontanną i przestawiłem czas w swoim zegarku na miejscowy.
W informacji dowiedziałem się, że do centrum miasta jest siedem kilometrów autobusem numer 91, który jeździ co 20 minut, codziennie od 7:45 do 20:45. Szczęście było po mojej stronie i autobus pojawił się na wcześniej wyznaczonym przystanku przez miłą panią z informacji po zaledwie 3 minutach. Bilet u kierowcy kosztował 3 euro 10 euro centów, natomiast za niewielki bagaż jakim był jedynie plecak nie musiałem nic dopłacać. Ruch pomiędzy lotniskiem a miastem nie był zbyt wielki, szczególnie, że było powoli zbliżające się południe i wszyscy byli naturalnie w pracy. Za mną siedziała dwójka turystów z Francji, gdyż można było ich poznać po języku, który jest rozpoznawalny chyba w każdej części świata, natomiast trzy siedzenia przede mną siedziały dwie staruszki, które po cichu rozmawiały ze sobą gestykulując cały czas rękoma. Pomyślałem sobie - pewnie włoskie baby, jednak nie słyszałem dobrze języka w jakim była prowadzona rozmowa i nie dociekałem tego, oddając się swoim myślom.
Wjeżdżając do miasta nie mogłem nie czuć podekscytowania. Aura tego miejsca narastała z każdą przejechaną ulicą. Mimo tego, że ruch był nieduży, to zdarzyło się dwa razy stać na światłach i podziwiać miasto, które łączy zarówno nowoczesność ze starodawną, świetnie zachowaną architekturą wielu budynków i całych ulic. Właśnie pierwsza ulica po jakiej przejechał autobus taka była. Zabudowania były starodawne, mogły być lekko odnawiane dla zachowania całości dzieła, jednak czytałem wcześniej w czasopiśmie "Podróżnik", że w rzeczywistości są nietknięte od setek lat. Po kilku minutach autobus wjechał do centrum miasta.
Opuściłem autobus i udałem się na róg ulicy w celu zlokalizowania nazwy miejsca, gdzie się znajdowałem. Nazwa ulicy oczywiście nic mi nie mówiła, natomiast ogromny park znajdujący się w zasięgu mojego wzroku odnalazłem na mapie bez problemu. Park Edwarda Siódmego był miejscem pełnym zieleni i niewielkich sadzawek, z chęcią bym się wybrał na regeneracyjny spacer oraz relaks na ławce z jakimś miejscowym smakołykiem (hmm - może z długonogą brunetką), jednak czekało na mnie dużo ważniejsze przeżycie. Obok parku znajdowało się zejście do metra, przed którym grupa chłopców kopała piłkę i krzyczała radośnie. Języka tego nie rozumiałem zupełnie poza wypowiadanym nazwiskiem ich idola, który nie ukrywam, jest też również i moim. Zszedłem w dół schodami do metra i obliczyłem, że na czwartym przystanku, znajdującym się przy Campo Grande będę musiał wysiąść. W kiosku kupiłem bilet jednorazowy, przeszedłem przez bramkę kasując go i oczekiwałem na środek transportu. Na mapce w metrze upewniłem się, że tylko cztery przystanki dzielą mnie od mojego celu. Podniecenie narastało.
Czas w metrze minął jak z bicza strzelił i ledwo się odwróciłem a już wychodziłem z podziemi. Na wszelki wypadek zadzwoniłem do Grześka, który kilka miesięcy wcześniej również odwiedzał to magiczne miejsce, będąc na wymianie studentów. Przez telefon usłyszałem krótkie: "Jesteś już na miejscu"? Co utrzymało mnie w przekonaniu, że to nie sen. Jednak był to sen, ale sen na jawie. Zielono-biała świątynia futbolu - Estadio Jose Alvalade stało przede mną jak niewzruszony kolos, natomiast ja byłem wzruszony do łez. Teraz mogę w spokoju umrzeć...
Autor informacji: Krzysiek
Autor wycieczki: Salsa
| Klub | M. | P. | |
| 1. | FC Porto | 12 | 30 |
| 2. | Benfica Lizbona | 12 | 30 |
| 3. | Sporting Lizbona | 12 | 26 |
| 4. | Sporting Braga | 12 | 22 |
| 5. | Marítimo | 12 | 22 |
| 6. | Académica Coimbra | 12 | 16 |
Reklama
Redakcja